O biznesie z innej strony. Szukam w świecie finansów tego, co nietypowe: ciekawych pomysłów na biznes, spółek, które różnią się od innych. Ten blog powstał właśnie z fascynacji tym, co ludzie robią dla i z pieniędzmi oraz co pieniądze robią z ludźmi...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Robert Ogłodziński
Szukam w świecie finansów tego, co nietypowe: ciekawych pomysłów na biznes, spółek, które różnią się od innych, nisz w gospodarce i zaskakujących pomysłów na robienie pieniędzy. Ten blog powstał właśnie z fascynacji tym, co ludzie robią dla i z pieniędzmi oraz co pieniądze robią z ludźmi...
RSS


RSS
czwartek, 25 listopada 2010

 

Przyznam, że pół dnia kombinowałem jak ugryźć ten temat. Na szczęście globalna tablica ogłoszeń, zwana popularnie internetem, przyszła (jak zwykle) z pomocą.
Węgry to piękny kraj, który przeżywa właśnie złoty wiek. Dzięki oświeconym rządom premiera Victora Orbana, który niczym południowoamerykański dyktator korzysta z przywilejów (słowo, którego nie lubią niektórzy polscy publicyści) wszechwładzy.
Mieszaniną aksamitnego szantażu  i populistycznej retoryki (coraz częściej słyszanej w tym kontekście w Polsce) dożyna tamtejsze prywatne fundusze emerytalne. Doprowadził do impotencji lokalny trybunał konstytucyjny. Podnosi podatki dla przedsiębiorstw tak sprytnie, by dotknęło to głównie zagraniczne koncerny (których Węgrzy nie kochają). Nacjonalizuje z dnia na dzień prywatną firmę (cóż, nomenklaturową) za doprowadzenie do katastrofy ekologicznej (MAL).
Wszystko to przy aprobacie ulicy, opozycji a nawet - najbardziej zdało by się zainteresowanych zmianami - przedsiębiorców.
W Polsce próba oskarżenia o nierozsądne posługiwanie się swoim majątkiem jednego z zamożniejszych biznesmenów natychmiast wywołuje falę oburzenia organizacji biznesowych i prawników. A w Budapeszcie cisza…
Ale czemu się dziwić, skoro, gdy poprzedni węgierski premier nazwał swój kraj ku…. no brzydko nazwał, pojawili się językoznawcy, którzy tłumaczyli, że słowa premiera można rozumieć  jako wyraz podziwu dla kraju.
Odpowiedź (zapewnie jedna z możliwych) pojawiła się dość niespodziewanie. Czemu się dziwić, skoro Węgry mają także swoje wybory miss operacji plastycznych? O Miss Plastic piszą światowe media - czy to amerykańskie, brytyjskie czy koreańskie.
Zadałem sobie pytanie: dlaczego? Skoro w Polsce ostatnio o operacjach plastycznych mówi się tylko w kontekście pewnej biednej Szwedki, która przy takiej operacji mocno ucierpiała.
I po jakimś czasie przyszła mi do głowy odpowiedź: marketing. Orban sprzedaje swoje “reformy” w sposób mistrzowski - tak, by ulica widziała w nich same dobro.
Podobnie jest z Miss Plastic. Wystarczy nieco tylko grzebnąć w globalnym śmietniku (czytaj: internecie), by dowiedzieć się, że:
- na Węgrzech za zabieg plastyczny (face lifting, bez kosztów podróży) Brytyjka zapłaci 2 tys. funtów. Zamiast 5 tys. w Albionie.
- sprzęt w budapesztańskich klinikach chirurgicznych jest na najwyższym światowym poziomie.
- lekarze uczyli się za granicą i mówią po angielsku.
- wiele biur podróży proponuje wycieczki “chirurgiczne” do Budapesztu w opcji all inclusive
Można wymieniać dłużej. Dzieła marketingu dokonuje krótka analiza profili finalistek konkursu Miss Plastic. W 2009 roku była wśród nich kobieta 39-letnia. Szanse na start w konkursie piękności “bez ulepszania”? Żadna. Z uwagi na wiek.
I tak właśnie mi się kojarzy ten węgierski fenomen. “Demokratycznie”. Konkurs piękności, który premiuje zdolność chirurgów. Choć wiele osób na świecie plastyczne ingerencje w ciało krytykuje. Reformy, które zaprzeczają zdrowemu rozsądkowi, ale powstają dzięki parlamentarnej hegemonii Fideszu i poparciu (omamionej?) ulicy. Choć wielu ekonomistów na świecie stuka się w głowę.

Przyznam, że pół dnia kombinowałem jak ugryźć ten temat. Na szczęście globalna tablica ogłoszeń, zwana popularnie internetem, przyszła (jak zwykle) z pomocą.

Węgry to piękny kraj, który przeżywa właśnie złoty wiek. A to dzięki oświeconym rządom premiera Victora Orbana, który niczym południowoamerykański dyktator korzysta z przywilejów (słowo, którego nie lubią niektórzy polscy publicyści) wszechwładzy.

Mieszaniną aksamitnego szantażu  i populistycznej retoryki (coraz częściej słyszanej w tym kontekście w Polsce) dożyna tamtejsze prywatne fundusze emerytalne. Doprowadził do impotencji lokalny trybunał konstytucyjny. Podnosi podatki dla przedsiębiorstw tak sprytnie, by dotknęło to głównie zagraniczne koncerny (których Węgrzy nie kochają). Nacjonalizuje z dnia na dzień prywatną firmę (cóż, nomenklaturową) za doprowadzenie do katastrofy ekologicznej (MAL).

Wszystko to przy aprobacie ulicy, opozycji, a nawet - najbardziej zdało by się zainteresowanych zmianami - przedsiębiorców.

W Polsce próba oskarżenia o nierozsądne posługiwanie się swoim majątkiem jednego z zamożniejszych biznesmenów natychmiast wywołuje falę oburzenia organizacji biznesowych i prawników. A w Budapeszcie cisza…

Ale czemu się dziwić, skoro, gdy poprzedni węgierski premier nazwał swój kraj ku…. no brzydko nazwał, pojawili się językoznawcy, którzy tłumaczyli, że słowa premiera można rozumieć  jako wyraz podziwu dla.

Odpowiedź (zapewnie jedna z możliwych) pojawiła się dość niespodziewanie. Czemu się dziwić, skoro Węgry mają także swoje wybory miss operacji plastycznych? O Miss Plastic piszą światowe media - czy to amerykańskie, brytyjskie czy koreańskie.

Zadałem sobie pytanie: dlaczego? Skoro w Polsce ostatnio o operacjach plastycznych mówi się tylko w kontekście pewnej biednej Szwedki, która przy takiej operacji mocno ucierpiała.

I po jakimś czasie przyszła mi do głowy odpowiedź: marketing. Orban sprzedaje swoje “reformy” w sposób mistrzowski - tak, by ulica widziała w nich same dobro.

Podobnie jest z Miss Plastic. Wystarczy nieco tylko grzebnąć w globalnym śmietniku (czytaj: internecie), by dowiedzieć się, że:

- na Węgrzech za zabieg plastyczny (face lifting, bez kosztów podróży) Brytyjka zapłaci 2 tys. funtów. Zamiast 5 tys. w Albionie.

- sprzęt w budapesztańskich klinikach chirurgicznych jest na najwyższym światowym poziomie.

- lekarze uczyli się za granicą i mówią po angielsku.

- wiele biur podróży proponuje wycieczki “chirurgiczne” do Budapesztu w opcji all inclusive

Można wymieniać dłużej. Dzieła marketingu dokonuje krótka analiza profili finalistek konkursu Miss Plastic. W 2009 roku była wśród nich kobieta 39-letnia. Szanse na start w konkursie piękności “bez ulepszania”? Żadna. Z uwagi na wiek.

I tak właśnie mi się kojarzy ten węgierski fenomen. Konkurs piękności, który premiuje zdolność chirurgów. Choć wiele osób na świecie plastyczne ingerencje w ciało krytykuje. Reformy, które zaprzeczają zdrowemu rozsądkowi, ale powstają dzięki parlamentarnej hegemonii Fideszu i poparciu (omamionej?) ulicy. Choć wielu ekonomistów na świecie stuka się w głowę.

Kryzys finansowy, ten globalny, wysłał do kosza wiele - zdawałoby się - niewzruszalnych zasad ekonomicznych. Pytanie brzmi: czy to tylko nadzwyczajna potrzeba chwili, czy już zawsze będziemy głosowali na poprawioną Miss Plastic?

23:46, oglodzinski
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5