O biznesie z innej strony. Szukam w świecie finansów tego, co nietypowe: ciekawych pomysłów na biznes, spółek, które różnią się od innych. Ten blog powstał właśnie z fascynacji tym, co ludzie robią dla i z pieniędzmi oraz co pieniądze robią z ludźmi...
Robert Ogłodziński
Szukam w świecie finansów tego, co nietypowe: ciekawych pomysłów na biznes, spółek, które różnią się od innych, nisz w gospodarce i zaskakujących pomysłów na robienie pieniędzy. Ten blog powstał właśnie z fascynacji tym, co ludzie robią dla i z pieniędzmi oraz co pieniądze robią z ludźmi...
RSS


RSS
sobota, 28 kwietnia 2012

W pierwszym odruchu wrzuciłem maila, którego dostałem od pewnego sklepu internetowego, do kosza. Ot, zwykły mail, ciągle mnie takimi bombardują. Ale po chwili przyszło olśnienie - zaraz zaraz, jaki był tytuł maila?

"Zobacz hity komunijne dodatkowo odbierz rabat na kosmetyki"

Hity komunijne? Za moich szczenięcych czasów to był rower Wigry albo zegarek elektroniczny z melodyjkami. Pomyślałem zatem: co dziś jest komunijnym hitem, według tego sklepu...

I co jest?

Zanim powiem, chwila refleksji nad grafiką - na pierwszym planie dziewczynka w białym stroju składa dłonie do modlitwy. Pochyla głowę. Ma przymknięte oczy. Pełne skupienie. Nadawca maila nie pozostawia jednak złudzenia na czym... skupia się (jego zdaniem) owa dziewczynka.

Po kolei...

Konsola Xbox 360 z dodatkami, jedyne 999 zł (KUP TERAZ!)

Aparat cyfrowy Olympus, 439 zł (KUP TERAZ!)

Smartfon Samsung Galaxy Y, 429 zł (KUP TERAZ!)

Lego Technic ciężarówka, 449 zł (dla dziewczynki? ok!) (NO KUP TERAZ!!!)

Trampolina ogrodowa, 548 zł (DO DIABŁA! oj przepraszam! KUP CZŁOWIEKU TERAZ!!!)

Jest i zegarek!!! (ufff) - Casio, o-bardzo-długim-numerze-modelu, 359 zł. (wiadomo - KUP TERAZ!)

I zachęta, by kliknąć by poznać więcej propozycji prezentów :) Spasuję. Te sześć pozycji i tak wystarczy dla chrzestnych oraz dziadków...

Autorom sklepowego newslettera udanej majówki życzę (KUP TERAZ!)

15:41, oglodzinski
Link Komentarze (8) »
wtorek, 10 stycznia 2012

Tak przynajmniej sugeruje najnowszy raport dotyczący majątku posiadanego przez zorganizowane grupy przestępcze we Włoszech.

Największa włoska organizacja zrzeszająca właścicieli sklepów Confesercenti, sugeruje, że trzy największe grupy mafijne (Cosa Nostra, Camorra i ‘Ndrangheta) mają zasoby gotówki na poziomie 65 miliardów euro. (Dla porównania: włoskie banki potrzebują zwiększyć swoje kapitały o... 15 mld euro).

Confesercenti przestrzega, że w kryzysie i przy utrudnionym dostępie do kredytów bankowych, dla wielu drobnych przedsiębiorców zwrócenie się o pieniądze do mafii to wybór między przetrwaniem a bankructwem. - Mafia jest dziś jedną grupą, która może pozwolić sobie na inwestycje - ogłosił Marco Venturi, szef Confesercenti. Mafijne pieniądze coraz częściej przenikają do legalnych biznesów, a ”szemrani” inwestorzy coraz śmielej podążają ze swoimi ”inwestycjami” z Południa Włoch (czyli swojego matecznika) na bogatą Północ.

Według Venturiego zorganizowane grupy przestępcze kontrolują już niemal cały hazard (także legalny), wywóz śmieci oraz spore porcję rynku budowlanego. Dodał też - jak informuje portal internetowy MafiaToday - że mafia wchodzi również w nowe sektory gospodarki, które do tej pory jej nie interesowały. Choćby branżę sportową czy opiekę zdrowotną.

Roczne obroty grup mafijnych we Włoszech szacuje się na 140 miliardów euro i 100 miliardów euro.

 Nie tak dawno, szef EBC, a wtedy szef włoskiego banku centralnego Mario Draghi, wyliczał, że biznesy samej tylko kalabryjskiej ‘Ndranghety stanowią 3 proc PKB. A jeśli policzyć włsoką mafię jako jedną ”spółkę” to wartość ich biznesu osiągnęłaby 7 proc. włoskiego PKB. Całkiem nieźle.

16:30, oglodzinski
Link Komentarze (5) »
środa, 29 czerwca 2011

 Zwykle wycieki dyplomatycznej korespondencji, które robi WikiLeaks nie robią na mnie większego wrażenie. Teraz jednak trafiłem na perełkę z punktu widzenia moich zainteresowań, którym daję wyraz na tym blogu.

1 lutego 2010 roku w łapy WikiLeaks wpadły depesze dyplomatów opisujące amerykańskie działania na wyspie w latach 2003 - 2010. Są dość sensacyjne...

12 stycznia 2010 roku, potężne trzęsienie ziemi rujnuje jeden z najuboższych krajów świata - Haiti.

Trzy tygodnie później ambasador USA na Haiti, Kenneth Merten wysyła do Waszyngtonu depeszę: ”Zaczęła się gorączka złota!”. Dodaje, że jak tylko kraj zaczął podnosić się z ruin, masa amerykańskich firm wysłała tam oferty sprzedaży swoich usług, produktów i projektów. Podkreśla też, że 29 stycznia 2010 r. generał Wesley Clark przedstawił prezydentowi Haiti ”ofertę handlową” amerykańskich spółek. M.in. na budowę prowizorycznych, odpornych na huragany i trzęsienia, domów dla Haitańczyków. Clark - emerytowany wojskowy - spotykając się z prezydentem Haiti reprezentował spółkę z Maiami - Inno Vida Holdings. Nie jest jasne, czy 1000 domów zaoferowanych jako ”podarunek” dla kraju, było uwzględnionych w ”ofercie handlowej” Clark'a.

To jednak nie koniec. Jak donosił ambasador Merten, także inna spółka z Florydy, AshBritt omawiała z różnymi instytucjami na Haiti plan odbudowy wszystkich budynków rządowych. Merten tłumaczy, że dziesiątki amerykańskich firm pielgrzymują ze swoimi ofertami do prezydenta Haiti.

Szczególnie ciekawa jest spółka AshBritt, specjalizująca się m.in. w usuwania skutków kataklizmów. Żeby było śmieszniej, już przynajmniej dwa razy przyłapano ją na drastycznym zawyżaniu kosztów odbudowy. Miała tego dopuścić się... w samym USA po huraganach Wilma i Katrina.

Ale wróćmy do prezydenta Haiti. Wysłuchiwał podobno wszystkich ofert handlowych, lecz najuważniej śledził słowa Lewisa Lucke'a - Amerykanina odpowiedzialnego za koordynację amerykańskiej pomocy finansowej dla Haiti i programu odbudowy na wyspie. Lucke miał  27 lat doswiadczenia w podobnych operacjach [dzięki Kajetan za poprawkę]. Nadzorował m.in. miliardowe kontrakty w czasie odbudowy... Iraku po amerykańskiej inwazji.

Lucke zrezygnował z koordynowania programu pomocowego na Haiti już po... trzech miesiącach. Wyznał w prasie, że wszystko zostało załatwione i jego rola na wyspie się skończyła. Ohydni dziennikarze wyciągnęli mu jednak pewien drobny fakt z życiorysu - otóż dwa miesiące po rezygnacji ze swej funkcji na Haiti, Lucke podpisał umowę o pracę (za drobne 33 tys. dolarów miesięcznie) ze spółką... no? Oczywiście: AshBritt. A firma ta cieszyła się już wtedy rządowymi kontraktami na Haiti wartymi 20 milionów dolarów.

Ale i sam Lucke przejechał się na biznesie z AshBritt. W grudniu ubiegłego roku pozwał firmę do sądu o pół miliona dolarów odszkodowania, za to że spółka nie dość hojnie wynagrodziła jego lobbying u haitańskich władz.  

Haitańskie i amerykańskie media opisujące całe wydarzenie nazywały to ”disaster capitalism” - ”kapitalizmem kataklizmowym”. Ładnie, prawda?

Sam Lewis Lucke zapytany, czy nie widzi niczego niestosownego w swojej działalności na Haiti skwitował to mniej więcej takimi słowami: - Nie takie rzeczy robiliśmy w Iraku...

I jeszcze pewne liczby - po trzęsieniu ziemi amerykańska agencja rządowa USAID przekazała w ramach programu pomocy haitańskiemu rządowi 200 milionów dolarów. Z tego tylko 2,5 proc. - w postaci kontraktów na odbudowę - trafiło w ręce firm lokalnych. 

 

Szanowni, co o tym sądzicie?

 

14:17, oglodzinski
Link Komentarze (11) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13